Bo czasami każdy czuje się niepotrzebny, odrzucony, nic nie znaczący w świecie innych ludzi. Czasami każdy ma wrażenie, że gdyby zniknął, nikt by nie zatęsknił i tylko czasami każdy czuje, że nie ma w nim nic wartego uwagi.
W tym problem, że Victoria miała się tak o wiele częściej. Czuła niezrozumiały chłód, ale nie spowodowany temperaturą. Ten chłód był gdzieś głęboko w niej i nie dało się go pozbyć ciepłą herbatą, którą miała w zwyczaju popijać o godzinie piątej. Potrzebowała ciepła innej osoby, jednak sama nie do końca rozumiała tę potrzebę – dlatego się jej wypierała.
Idąc więc londyńskimi ulicami, starała się jak najszybciej wrócić do domu. Położyłaby się, wzięła tabletki nasenne i zapomniała o wszystkich dręczących ją myślach. Jak maszyna robiła krok za krokiem, jednak nie zauważyła, kiedy zmieniła kierunek i szła, aż w końcu zderzył się z kimś.
– Sorry – powiedziała odruchowo i planowała wyminąć tę osobę, jednak nieznajomy złapała ją za ramiona i zatrzymała. Kiedy blondynka spojrzał na niego, zrozumiała, że nieznajomy tak naprawdę to znajomy. Najbardziej irytujący ze wszystkich.
– Anglettere – zauważył Francuz i uśmiechnął się, co jeszcze bardziej zepsuło humor dziewczyny. Francis uśmiechał się do wszystkich i oznajmiał w ten sposób, jak bardzo cieszy się każdym dniem. Uśmiechał się do przechodniów, których witał, choć nie znał ich i do tych, z którymi rozmawiał, i do przyjaciół, i do wrogów. Dla każdego miał taki jeden uśmiech.
Po chwili jednak personifikacja Anglii – bo nią była właśnie Victoria – poczuła, że jednak chciała na niego trafić. Nie rozumiała sama siebie, kiedy spróbowała wygiąć wargi, aby okazać swoje szczęście, a tym bardziej nie rozumiała, kiedy po prostu przytuliła się do Francji.
Ten jednak, co jeszcze bardziej go zdziwiło, spojrzał na nią pobłażliwie, a później ją od siebie odsunął.
– Ja naprawdę lubię, kiedy ktoś pokazuje mi, jak bardzo mnie kocha, ma chérie, ale pagoda u ciebie jest okropna, a nie mogę dopuścić do tego, abym się rozchorował! – zauważył, a później już nic nie mówił. Nie mówił, kiedy Victoria zaczęła iść w kierunku swojego domu, a sam zaczął podążać za nią. Nie mówił też nic, kiedy zdejmował swój mokry płaszcz (nawet w nim wyglądał zaskakująco dobrze) i buty, a także wtedy, kiedy siadał w fotelu w salonie.
Ta cisza przypominała Anglii tortury. Wiedziała, że Bonnefoy się doskonale się bawił, kiedy siedział w fotelu i rozmyślał, a ta zajmowała miejsce na tapczanie i czuła się bardziej zestresowana jego towarzystwem, niż powinna. Siedziała sztywno, nie opierając się o oparcie i trzymała dłonie na kolanach wpatrując się w nie i tylko czasami ukradkiem zerkając na Francję.
– Coś się stało, Anglettere? – zapytał Francis jakby nigdy nic. A później chyba chciał zakończyć to dręczenie tego kraju, bo przysiadł się obok niej, jednak w dalszym ciągu w pewnej odległości, za co Kirkland przeklinała go w myślach. Akurat tego dnia, kiedy naprawdę potrzebowała jego bliskości, ten musiał zachowywać dystans między nimi.
Siedzieli tak w zupełnej ciszy, aż w końcu Victoria zreflektowała się i postanowiła chociaż udawać, że jest dobrym gospodarzem.
– Zrobię herbaty – zaproponowała i wstał, ale Francis złapał ją za rękę i szarpnął nią, powodując, że znowu usiadła. Tym razem dużo bliżej niego. Francuz objął ją ramieniem i przeniósł wzrok swoich niebieskich tęczówek na jej oczy. A zobaczył w nich coś, czego w nich nigdy nie widział.
– Czego chcesz?! – zapytała dziewczyna z nerwami, jak to miała w zwyczaju, choć z drugiej strony zauważyła, że jest jej cieplej w jego obecności.
– Oh, nie denerwuj się już tak, ma chérie – zaśmiał się Francja, ukazując białe jak perełki zęby. – Nie zastanawiasz się, co robiłem w Twoim kraju...?
Właściwie chciała wiedzieć, po co Bonnefoy przyjechał, a może przyleciał, do niej. Przecież wolał swój jakże romantyczny Paryż, od deszczowego Londynu.
– Nauczyłem się czarować, a ty podobno znasz się na magii – zauważył Francuz, a Kirkland nie umiał doszukać się w jego głowie kpiny. Czy ktoś coś mu dzisiaj podał, że czuł się aż tak dziwnie? – Byłem już u kilku państw i im pokazałem, ale myślę, że ciebie także trzeba zaczarować, ma chérie.
– Ty i magia?! A co ty o niej możesz wiedzieć?! – spytała ze złością Anglia. W końcu to ona posiadał magicznych przyjaciół i znała się na tym, a ten zakichany Francuz nie mógł mieć pojęcia o czymś tak trudnym do opanowania.
– Jeśli zadziała, obiecuję, że ci się spodoba – powiedział przekonująco, a Anglia później jeszcze przez długi czas zastanawiała się, dlaczego się zgodziła. – Zamknij więc oczy, moja droga i poczekaj chwilę...
- I to miała być magia?! - spytała kpiąco, kiedy już odsunęli się od siebie.
Francis wzruszył ramionami i spytał:
- A nie zadziałało?
Zadziałało - nie żeby Victoria miała zamiar się kiedykolwiek do tego przyznawać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz